nie chciał mi wierzyć i wciąż zadawali mi te same pytania. A teraz J okazuje się, że nie wierzą mi także moja żona i najmłodszy syn. — Nie chcę cię o nic obwiniać, Caroline. Rozumiem. Po pro stu przez te wszystkie lata sądziłem, że choć ty mi wierzysz. Pomagało mi to zachować resztkę zdrowych zmysłów. Nigdy nie mówiłem nikomu więcej o Frankym, z wyjątkiem wojskowych psychiatrów. Dopiero po latach zacząłem opowiadać dzieciom bajki, niektóre z nich usłyszałem od Franky'ego, inne wymyśliłem sam. Ale nawet te wymyślone opowieści są w pewnym stopniu prawdą, ja przynajmniej w nie wierzyłem.
Lekarze stwierdzili, że wymyśliłem Franky'ego, aby zrekompensować sobie utratę pamięci, która nastąpiła na skutek wyjątkowo silnego urazu. Uznali, że nie potrafię zrezygnować ze swojej fantazji, dlatego właśnie zdecydowali, że podpadam pod paragraf ósmy; dlatego też dostaję rentę wojskową za pięćdziesięciopro-centowe kalectwo — nie jestem przecież inwalidą. Stwierdzono oficjalnie, że straciłem pięćdziesiąt procent władz umysłowych. Mam żółte papiery na pięćdziesiąt procent. Wiesz przecież o tym. Ale byłem pewien, że t y mi wierzysz. Byłem przekonany, że rozumiesz, kim jest dla mnie Franky; on nadawał sens naszemu życiu.